Wraz z nadejściem tego roku wygasły majątkowe prawa autorskie do twórczości Juliana Tuwima (zwanego “księciem poetów”), a także Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego oraz Kornela Makuszyńskiego. Wznosząc hołd dla Tuwima, fantastycznego twórcy, publikujemy jego wyjątkowy wiersz pt. „Lokomotywa”.

Od śmierci ww. literatów minęło 70 lat (zm. 1953 r.) i zgodnie z art. 36-40 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ich dorobek twórczy przechodzi do domeny publicznej. Oznacza to możliwość czytania i bezpłatnego rozpowszechniania utworów poetów zgodnie z prawem, pamiętając o podaniu imienia i nazwiska autora oraz tytułu utworu (co wynika z niezbywalnych autorskich praw osobistych!).

Ważny jest fakt, że nie cała twórczość Tuwima trafiła do domeny publicznej. Fundacja im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, która zarządza spuścizną poety wskazuje, że wyjątek stanowią utwory współautorskie, na przykład podaje m.in. utwór słowny „W oparach absurdu” – Antoni Słonimski i Julian Tuwim.

Pomysłowe wierszyki Tuwima, podobnie jak Jana Brzechwy, są inspiracją totalną. Wielu postrzega tych poetów wyłącznie jako żartobliwych bajkopisarzy. Celem zbalansowania tej percepcji przeczytajcie książki Mariusza Urbanka pt. “Tuwim. Wylękniony bluźnierca” oraz “Brzechwa nie dla dzieci”.

Julian Tuwim zmarł na atak serca 27 grudnia 1953 roku w Zakopanem, w pensjonacie należącym do ZAiKS-u. Jego grób znajduje się na warszawskich Powązkach.

Image copyrigths: Fundacja im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim

„Lokomotywa”, Julian Tuwim

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.

Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy,
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata – o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie.
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.

Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!

Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha,
Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…